Białystok jest 6 godzin przed miastem Richmond. Wschód 07:03, Zachód 15:23, Długość dnia 08:20. Księżyc 75.9%, Nadchodzący Księżyc. Czas Środkowoeuropejski Standardowy (CET) , UTC+1. Czas Letni (DST) (1 godzina do przodu): niedziela, 31 marca 2024 r. 03:00 — niedziela, 27 października 2024 r. 02:00. Różnica czasu Dniepr, Ukraina – Łosice, Polska. Sprawdź aktualny czas w Dniepr i w Łosice, i ich strefy czasowe. Polska. Państwo: Polska Współrzędne Jaka roznica miedzy Polska a Ukraina? dla czego taka roznica? Dziękuję za obejrzenie filmiku oraz pozytywne oceny i komentarze. Proszę abyście pisali propoz The education system in Ukraine is different from that in Poland, which sometimes causes difficulties for employers for whom a specific level of education of the candidate may be important. In order to get to know and understand the most important differences, it is worth presenting the school system from the moment of the commencement of Aktualny czas w mieście Świecie, Polska. Strefa czasowa, długość dnia, czas wschodu i zachodu słońca, czas letni. Aby obliczyć czas strefowy jednego miejsca znając czas w drugim należy najpierw policzyć w jakiej strefie czasowej są oba miejsca. Następnie obliczyć różnice i odjąć ją od czasu tego pierwszego (Uwaga różnica może być ujemna). Pamiętając że czas na wschodzie jest późniejszy a na zachodzie jest wcześniejszy. 49rS6sX. Różnice między Polską i autobusowa i kolejowaKolejnym miły zaskoczeniem dla kobiet z miasta w południowo-wschodniej części Ukrainy są czytelne i ogólnodostępne rozkłady jazdy pociągów i autobusów. Jak wynika z doświadczenia Svity, w swojej rodzinnej miejscowości, gdy musi iść na autobus, to musi liczyć na łut szczęścia, że ten akurat przyjedzie i nie będzie musiała czekać nie wiadomo jak długo. Rozpoczęła się kolejna polska akcja pomocowa dla wojska ukraińskiego. Organizatorzy zbierają pieniądze na drony "Warmate" od polskiej firmy WB Electronics. "Postanowiliśmy stworzyć zbiórkę [...], tym razem na naprawdę polski oręż" - piszą organizatorzy. Jak zauważają, teraz akcja dotyczy, w pełni polskiej produkcji, dronów "Warmate". To już kolejne tego typu przedsięwzięcie w polskim internecie. Pomysłodawcą zbiórki jest Jarek Sterkowicz, który zorganizował ją wraz z Mateuszem Kaczyńskim. Postanowili oni wesprzeć stronę ukraińską w wojnie. "Pamiętacie »polskiego« Bayraktara? Teraz czas na naprawdę polskie drony bojowe dla Ukrainy! Wraz z kilkoma przyjaciółmi postanowiliśmy stworzyć zbiórkę, by wspomóc Ukrainę tym razem naprawdę polskim orężem. Uwierzcie, w kwestii dronów naprawdę nie mamy się czego wstydzić" - napisali organizatorzy zbiórki na stronie gdzie można dokonać dobrowolnej wpłaty."Zbieramy na zestaw dwudziestu efektorów (dronów - amunicja krążąca Warmate) oraz część naziemną służącą do obsługi. Producentem jest polska firma WB Electronics i mamy jej deklarację, że weźmie na siebie stronę organizacyjną w postaci kontaktów ze stroną obdarowaną, transportu i przekazania" - napisano w dalszej prosi o polskie drony- Ukraińcy sami deklarowali, że potrzebują więcej Warmate. Widocznie drony Grupy WB dobrze spisują się na froncie - czy jako amunicja krążąca, czy jako środek rozpoznawczy, to co za różnica? Ich potrzeby są ogromne, a wobec tragedii wojny i tego, że porażka Ukrainy byłaby ogromnym problemem także dla Polski, powinniśmy im pomagać. Jeżeli możemy im dostarczyć polską broń, a oni jej pożądają, to tylko lepiej! - mówi Radiu ZET Bartłomiej Kucharski, ekspert w dziedzinie pierwsza tak zbiórkaZbiórka rozpoczęła się 12 lipca i już teraz wpłacono ponad 100 tys. zł. Jak deklarują organizatorzy, potrzebne są 4 mln zł. Trwa też zbiórka na tureckiego drona Bayraktar TB2, którą zainicjował Sławomir Sierakowski. Zebrano już ponad 14 mln z 22,5 nie pierwsze tego typu akcja pomocowa. Litwini również zrobili zbiórkę na Bayraktara, jak i sami Ukraińcy, którzy w trzy dni zebrali wymagane środki na zakup aż czterech dronów. Zobacz także Nowelizacja ustawy o IPN będzie miała dla nas znacznie gorsze konsekwencje niż dyplomatyczna kłótnia z Izraelem. To zgubna próba odwrócenia całej polskiej polityki zagranicznej. Przykładów nazywania obozów śmierci „polskimi” jest w gruncie rzeczy nie tak dużo, jak się powszechnie uważa. W poważnych mediach – nie więcej niż sto globalnie w ciągu roku. Z czego zapewne znaczna część to wynik próby geograficznego usytuowania obozów. Zuchwałe posądzanie Polski o zbrodnie drugiej wojny światowej to w rzeczywistości w debacie publicznej margines. Problem więc jest, ale nie na skalę, jaką mu się dzisiaj przypisuje. Zresztą nowelizacja ustawy o IPN nie była traktowana jako pilna. Świadczy o tym fakt, że przeleżała w parlamentarnej zamrażarce wiele miesięcy. Faktyczną motywacją do jej przyjęcia był, jak się wydaje, kryzys wizerunkowy spowodowany reportażem TVN o neonazistach. Niestety, chęć przykrycia jednego tematu drugim przyniosła rządowi, ale i Polsce lawinę problemów. Rzeczywiste skutki „ukraińskiej części” noweli będą trzy: ostateczny rozpad kompromisu wokół polityki wschodniej w Polsce, wprowadzenie politycznych relacji polsko-ukraińskich w stan hibernacji. A strategicznie – zmiana układu sił w Europie Środkowej: wzmocnienie roli Niemiec, osłabienie Polski w oczach Anglosasów. I w końcu dalsze zmniejszenie naszych zdolności koalicyjnych w regionie. Sympatia nie wystarczy W reakcji na obecny kryzys potwierdziły się dwa polskie podejścia do spraw wschodnich. Pierwsze, niepodległościowe, korzeniami sięga jeszcze okresu międzywojennego, a współcześnie najczęściej kojarzone jest z Jerzym Giedroyciem. Skojarzenie z redaktorem z Paryża to pewne uproszczenie – podejście to bowiem równie mocno osadzone jest w myśli Jana Pawła II. Jego podróż do Polski w 1991 r. była jednym wielkim wołaniem o zamknięcie historycznych sporów. Ten głos Wojtyły dominował w III RP: w jego duchu działali kolejni prezydenci Polski, szczególnie Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński i Bronisław Komorowski. Papieskie spojrzenie na Wschód jeszcze do niedawna łączyło więc najważniejsze siły polityczne w Polsce. Nierzadko, co pokazały wydarzenia 2014 r., było ostatnim lepiszczem polskiej polityki – dla wsparcia ukraińskiej niepodległości możliwe było nawet publiczne spotkanie Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska na euromajdanie. Kompromis w polityce wschodniej był jednym z niewielu przykładów, które pokazują, jak sowita potrafi być nagroda za polityczną współpracę. Polska polityka na Wschodzie odniosła w latach III RP sukces. Ukraińcy od kilku lat wskazują Polaków jako naród na pierwszym miejscu swoich sympatii. Polska nigdzie na kuli ziemskiej nie ma takich notowań i trudno powiedzieć, czy będzie miała kiedykolwiek w przyszłości. Sympatia Ukraińców do Polaków to jednak nie wszystko. Statystyki pokazują wzrost eksportu na Ukrainę, wzrost liczby mieszanych małżeństw polsko-ukraińskich itd. Dodatkowo milion Ukraińców pracujących w Polsce to najlepszy przykład polskiego soft power. Jeśli ktoś wybiera jakiś kraj na miejsce pobytu, to niechybny znak, że uważa ów kraj za przyjazny i odpowiedni do życia. Analizując statystykę przyjazdów, można postawić tezę, że po 1989 r. z wszystkich sąsiadów udało nam się przekonać do siebie tylko Ukraińców. Jednolity front w sprawach ukraińskich przez lata tworzyły polskie środowiska od Solidarności, Lecha Kaczyńskiego i „Gazety Polskiej”, poprzez Aleksandra Kwaśniewskiego, po „Gazetę Wyborczą”. Na marginesie Giedroyciowego podejścia były tylko niektóre środowiska postkomunistyczne i PSL – które koncentrowały się na krytyce polityki historycznej Ukrainy i przenosiły punkt ciężkości wzajemnych stosunków na z natury drażliwe sprawy historyczne. Ich argumentacja odwoływała się głównie do kwestii renesansu kultu UPA na Ukrainie w fałszywych proporcjach, tak jakby było to zjawisko dominujące, a w intencjach najczęściej antypolskie. W obecnej zmianie w relacjach z Ukrainą, której wyrazem były poprawki do ustawy o IPN, nie chodzi więc o żaden błąd i konieczność korekty. W sensie geopolitycznym Giedroyc jest aktualny jak nigdy dotąd. Paradygmat polityki wschodniej Naprzeciw tej starej, skutecznej, ale „nudnej” polityki część środowisk prawicy od pewnego czasu dąży do rewizji relacji z Ukrainą. Często idzie to w parze z mniej lub bardziej otwartą krytyką USA i UE, a czasami z nawoływaniem do porozumienia z Rosją. Uwerturą do tej operacji „zmiany sojuszy” jest jednak fałszywa diagnoza. Teza, że „Giedroyc poniósł klęskę”, jest konsekwencją tego, że z całej gamy spraw polsko-ukraińskich wybiera się tylko jeden aspekt: fakt, że część Ukraińców uważa za bohaterów liderów swego ruchu nacjonalistycznego. Nie da się tego zrozumieć bez kontekstu polskiej polityki wewnętrznej i rywalizacji pomiędzy PiS i drobnicą na skrajnej prawicy. Mniejsze środowiska popierające rząd: nacjonaliści, Kukiz’15 i inne, przedstawiają się jako wyraziciele opinii środowisk kresowych. Krytyka Giedroycia jest przy tym łatwa, bo poza grupą intelektualistów nikt w Polsce nie będzie bronił zmarłego redaktora z Maisons-Laffitte. Problem w tym, że krytyka naszej dotychczasowej polityki wschodniej to również krytyka Lecha Kaczyńskiego. Na to odwagę mają nieliczni: właściwie tylko Kornel Morawiecki, ks. Tadeusz Isakiewcz-Zaleski i jeszcze kilka osób. Nie ma już jednak odważnego, który jest gotów powiedzieć, że zmiana paradygmatu polityki wschodniej III RP wymaga jeszcze jednej rozprawy intelektualnej – rozstania z Janem Pawłem II. Po stronie porozumienia z Ukrainą w zasadzie stoi też większość biskupów, bo podgrzewanie konfliktu musi z czasem podniecać konflikt wewnątrzkatolicki pomiędzy grekokatolikami a łacinnikami. Warto też pamiętać o perspektywie historycznej. I tu nasuwa się pewne porównanie: choć kontekst opuszczenia „Wschodu” w polskim i niemieckim przypadku po drugiej wojnie był zupełnie inny, to są jednak podobieństwa. Niemcy mieli wielką literaturę rozrachunkową: Lenza i Grassa. Mają też doświadczenie wpływu ziomkostw na politykę Republiki. Ale to polska literatura miała znakomitszego i wcześniejszego od niemieckich pisarzy Czesława Miłosza i jego „Dolinę Issy” z 1955 r. Losy tej książki pokazują, jak ważna debata nas ominęła: była możliwa w pełni dopiero po wielu dekadach, gdy Polska odzyskała niepodległość. Polska debata o rozstaniu ze Wschodem za komunizmu była więc siłą rzeczy niepełna. A po 1989 r. już nikt nie miał na nią czasu lub wydawała się „przerobiona” na emigracji. Tymczasem okazało się, że na sentymentach do dawnych stron rodzinnych, często już w trzecim i czwartym pokoleniu, można zbić sporo politycznego kapitału i konkurować z PiS o serca „spóźnionych Kresowian”. PiS wyczuwa tę operację własnych konkurentów z prawej strony. Ale jest bezradne i żeby nie tracić wyborców, zgadza się raz po raz na ustępstwa. Nowela ustawy o IPN w swej ukraińskiej części została uformowana właśnie w wyniku takiego procesu. Posłowie Kukiz’15 narzucili PiS zdumiewające poprawki, pełne błędów i niekonsekwencji, uderzających w tradycję II RP. Polityczne ochłodzenie Historycznie rzecz ujmując, są trzy motory uruchamiania emocji nacjonalistycznych w Polsce: antyniemieckość, antysemityzm i antyukraińskość. Nie chodzi o tanie porównania do lat 60., kiedy faktycznie w opinii publicznej działały te trzy elementy. Antysemityzm i antyukraińskość były widoczne jako sposoby mobilizacji już w okresie międzywojennym, a nawet za zaborów. Doszło więc do splotu nacjonalistycznych emocji oraz kresowych sentymentów. W istocie przecież do tego właśnie odwołują się przeciwnicy Giedroycia. Symbolem tego myślenia jest włączenie do nowelizacji sformułowania „Małopolska Wschodnia”. Historycznie tereny te były województwami ruskim, bełskim, Galicją Wschodnią, województwami lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim, ale nie Małopolską Wschodnią. Nawet endecy podczas rozmów w Paryżu po pierwszej wojnie światowej nie posługiwali się tą nomenklaturą. Wschodnie ziemie II RP „Małopolską Wschodnią” były w II RP tylko dla tych polskich działaczy, którzy mieli intencję podkreślania etnicznie polskiego charakteru tego regionu i dezawuowania Ukraińców. Używanie tego sformułowania dziś nasuwa skojarzenia z rewindykacją, ale już całkiem poza dyskusją jest, że Ukraińcy odczytują to jako akt protekcjonalnej i niechętnej polityki. Wyznaczanie w ustawie dziwacznej daty 1925 r., której nikt nie jest w stanie wyjaśnić, jako początku ścigania „nacjonalistów ukraińskich” (nawet prezydent Duda przyznał we wniosku do TK, że nie wiadomo, kogo posłowie mieli na myśli) rodzi podejrzenia o intelektualne niechlujstwo. Podobnie jak składanie przez członków polskiego rządu „wizyt we Lwowie”. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by wyobrazić sobie, jak byśmy reagowali na analogiczne „wizyty w Szczecinie” składane na najwyższym szczeblu. Przy uchwalaniu tej noweli ostatecznie uformowało się również stronnictwo polskich ziomkostw – nowych Kresowian. Ma ono już dzisiaj swoje struktury, działaczy rozproszonych po kilku organizacjach i partiach, swoich posłów, swojego kapelana ks. Isakowicza-Zaleskiego, a także sprzyjające media. I wreszcie swoje polityczne cele: zmienić sojusze polityczne Polski. Przy czym może się pochwalić jakąś efektywnością. Z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich oznacza to zamknięcie pewnego rozdziału. Trudno powiedzieć, na ile polityczne ochłodzenie przełoży się na kontakty międzyludzkie. Jedno jest pewne: dzisiaj – zarówno po polskiej, jak i po ukraińskiej stronie – są poważne siły polityczne, których celem jest antagonizowanie Polaków i Ukraińców. W Polsce uzyskały one wpływ na stanowienie prawa w Sejmie i poparcie znacznej części posłów PiS faktycznie wbrew politycznej tradycji kierownictwa partii. Kolejny etap mają więc za sobą. Skutki strategiczne są tu jednak znacznie poważniejsze. Widać, że materializuje się marzenie litewskie, by to Litwa na arenie międzynarodowej przedstawiała się jako państwo reprezentujące interesy Ukrainy. Próżni po polskiej roli – rzecz jasna – Litwa nie wypełni, więc docelowo wzmocnią się relacje niemiecko-ukraińskie i prawdziwym adwokatem politycznym Kijowa może się okazać Berlin. A my? Jednym z niepisanych warunków zaangażowania amerykańskiego w Europie Środkowej po 1989 r. było osłabienie nacjonalistycznych tendencji w państwach regionu. Doświadczenie USA jest jednoznaczne: to nacjonalizm zarówno polityczny, jak i gospodarczy doprowadził do drugiej wojny światowej. Polska uwikłana w spory historyczne z sąsiadami na Wschodzie: Rosją, Litwą i Ukrainą – niezależnie od tego, czy i w których sprawach ma rację – staje się w percepcji Amerykanów producentem problemów, a nie cennym partnerem, który może odgrywać porządkującą rolę. Nie silna, ale też nie słaba Naszą największą słabością może się okazać to, że nie docenimy wagi Ukrainy na arenie międzynarodowej. Nie jest ona zapewne tak silna, jak sądzi część optymistów na Ukrainie. Ale też nie jest tak słaba, jak uważają liczni polscy politycy. W tym kontekście podstawowa polska cnota – stałość w polityce bezpieczeństwa – odchodzi wraz z załamaniem się kompromisu w polityce wschodniej do lamusa. Państwa nastawione na stałe sojusze zaliczą Polskę do tych partnerów, u których założenia polityki wobec sąsiadów zmieniają się potencjalnie po każdych wyborach. Warto pamiętać, jak bardzo Amerykanie wojskowo zaangażowali się na Ukrainie – trudno sobie wręcz wyobrazić, by łatwo się wycofali. Choćby dlatego, że byłaby to kapitulacja wobec Rosji. Czy należy więc potępiać ludobójstwo na Wołyniu? Tak, ale wystarczy ochłonąć i wziąć do ręki „ukraińskie poprawki” do ustawy o IPN, by się przekonać, że nie o tamte wydarzenia chodzi. Nie zgadzają się ani przyjęte daty (1925–50), ani zarzuty, które maksymalnie rozwodniono – do tego stopnia, że właściwie na tym samym poziomie ustawiono zbrodnie wojenne w czasie drugiej wojny światowej co przykładowo napad na szkołę przed drugą wojną. Można odczytywać te zapisy jako serię pomyłek. Można jednak czytać je także jako próbę odwrócenia całej polskiej polityki zagranicznej i szerzej zmiany układu sił w Europie Środkowej. I tu dochodzimy do sprawy zasadniczej. Skutkiem zablokowania relacji polsko-ukraińskich będzie – jeśli ktoś w ostatniej chwili rzutem na taśmę nie odwróci skutków ustawy – ciche izolowanie Polski w regionie, co jest od dawna rosyjskim celem strategicznym: osłabienie Warszawy na tyle, by sama złożyła ofertę porozumienia na maksymalnie niekorzystnych dla siebie warunkach. Słaba z punktu widzenia Kremla Polska, skupiona na rozpamiętywaniu swej tragicznej historii, nie będzie mobilizować państw Unii, nie będzie w stanie walczyć z projektami takimi jak Nord Stream II ani namawiać USA do aktywności w regionie. Niezależnie od intencji trwa podmywanie relacji polsko-ukraińskich i jednocześnie rozrywanie ważnych więzów w regionie. Nie raz już w historii zgubiła nas w relacji ze wschodnimi sąsiadami nadmierna pewność siebie. *** Autor jest adiunktem w ISP PAN i na Uniwersytecie Warszawskim, w latach 2006–07 był wiceszefem MSZ. 2/12 Przeglądaj galerię za pomocą strzałek na klawiaturze PoprzednieNastępne Różnice między Polską i pierwsze co zauważyły, bo ciężko im przywyknąć to tego, co dzieje się za naszymi oknami. Dlaczego?[cyt]- U nas jest trochę cieplej, a pogoda jest stała - opowiadają wspólnie. - U nas jak zacznie padać, to pada już cały dzień, a tutaj pogoda jest bardzo zmienna. Jednego dnia potrafi popadać deszcz, deszcz ze śniegiem, następnie świeci słońce, wieje wiatr i sypie gradem. Dla nas to jest dziwne.[/cyt]Nietrudno się im dziwić: trafiły do Polski akurat w czasie, gdy aura wariuje - jak to w kwietniu, a pogoda nad morzem mocno różni się od tej doświadczanej w głębi kraju (nasze bohaterki mieszkały z dala od morza). Afrykańscy studenci na platformach społecznościowych szczegółowo opisywali bolesne doświadczenia ucieczki z Ukrainy. Pojawiały się informacje o pobitych cudzoziemcach, odsyłaniu afrykańskich obywateli na koniec kolejki do odpraw te informacje zareagowały ministerstwa Polski, Ukrainy i Nigerii oraz polska ambasada w Abudży. Komentarze były jednoznaczne: Polska przyjmuje wszystkich obcokrajowców uciekających od wojny w Ukrainie. Dotarliśmy do grupy nigeryjskich studentów, którzy bez przeszkód przekroczyli ukraińsko-polską granicę w nocy z soboty na niedzielę."Wszystko przebiegło bardzo płynnie, bez żadnych pytań, po prostu pokazaliśmy dokumenty" — wyjaśniają nigeryjscy studentów z Nigerii, którzy przekroczyli ukraińsko-polską granicę - OnetJak wyjaśnia nam Daniel, student pochodzący z Nigerii, który przekroczył granicę ukraińsko-polską, niektórzy obcokrajowcy nie mieli tyle studenci o granicy— Studiuję na Narodowym Uniwersytecie Lotniczym w Kijowie. Jestem w trakcie drugiego semestru trzeciego roku studiów — opisuje Daniel, student pochodzący z Nigerii, który wraz z kolegą przekroczył w nocy z soboty na niedzielę granicę ukraińsko-polską i tłumaczy, dlaczego zdecydował się na studia w Ukrainie: — Mój brat też studiował w Ukrainie. Dostał stypendium w 2010 r. i na uniwersytecie w Kijowie uzyskał tytuł magistra. Właśnie dlatego zdecydowałem się na studia w Kijowie, by móc do niego dołączyć.— Byłem w Kijowie, gdy dowiedziałem się o wojnie. Do Polski podróżowaliśmy razem z kolegą samochodem. Sam wyjazd z Kijowa zabrał nam 5 godz. Do Lwowa dotarliśmy po niemal 30 godz. Podobnie jak wszyscy, zabrałem w pośpiechu tylko najpotrzebniejsze rzeczy — opisuje student z Kijowa i zauważa, co wpłynęło na to, że udało mu się bez problemu przekroczyć ukraińsko-polską granicę i bezpiecznie dotrzeć do Warszawy: — Widziałem na granicy bardzo poważne trudności, których doświadczają osoby pochodzenia innego niż ukraińskie: przetrzymywanie w kolejce, odmawianie pomocy. Osobiście tego jednak nie doświadczyłem i myślę, że udało nam się uniknąć takich sytuacji tylko dlatego, że podróżowaliśmy samochodem.— Na ukraińskim przejściu priorytetem są osoby pochodzenia ukraińskiego, w drugiej kolejce czekają wszyscy obcokrajowcy — podkreśla Daniel i zaznacza: — Oczywiście pierwszeństwo ukraińskich kobiet i dzieci jest zrozumiałe. Jednak to dziwne, że w jednej potężnej kolejce stoją niemal wyłącznie osoby pochodzenia afrykańskiego czy bliskowschodniego, które mają problem, by w ogóle przejść przez wyniku chaosu na granicy i szumu informacyjnego w mediach społecznościowych pojawiały się zarzuty o dyskryminację, kierowane wobec Polaków i Ukraińców.— Żyjąc w Ukrainie, nie spotykałem się z dyskryminacją czy uwagami ze względu na moje pochodzenie. Zdarzały się pojedyncze sytuacje, ale to normalne — zło jest niezależne od szerokości geograficznej czy koloru skóry — zauważa Daniela, co planuje dalej.— Jeszcze w piątek, 25 lutego dostaliśmy, jak dotychczas bywało ze względu na pandemię, link do zajęć. W poniedziałek wieczorem dostaliśmy już oficjalne pismo z uczelni, że zajęcia są wstrzymane na dwa tygodnie — opisuje Daniel i podkreśla, że powrót do Nigerii nie jest dla niego rozwiązaniem:— Pracuję online jako programista. W kontrakcie mam zapis, że nie mogę wrócić i pracować z Afryki, inaczej mogą mnie zwolnić. W Nigerii po prostu nie ma takiego zaplecza technologicznego, które zapewniłoby mi wystarczające warunki pracy.— Teraz w Warszawie jestem z moim kolegą, także studentem, choć z innego uniwersytetu w Kijowie. Pomieszkujemy w hostelach, mieszkaniach i mamy nadzieję, że wszyscy wrócimy do Kijowa.— Z polską granicą nie ma żadnych problemów. Ukraińscy strażnicy graniczni dali pierwszeństwo pochodzącym z Ukrainy kobietom i dzieciom. Według mnie to jest ważne, by dać pierwszeństwo osobom najbardziej bezbronnym. Problemem jest jednak często sposób podejścia i traktowanie obcokrajowców ze strony niektórych ukraińskich funkcjonariuszy — tłumaczy Rabiu, pochodzący z Republiki Środkowoafrykańskiej student krakowskiej uczelni, który pomaga obcokrajowcom na granicy.— Cudzoziemcy, którzy przedostali się do Polski, otrzymali wsparcie w obozie dla uchodźców w Korczowej i innych ośrodkach — zauważa krakowski student pomagający na poniedziałku na polskich lotniskach odbywają się rejsy ewakuacyjne opuszczających Ukrainę cudzoziemców, zorganizowane przez ambasady poszczególnych państw. Zaplanowano kolejne loty dla obywateli Uzbekistanu, Kazachstanu, Iranu czy ewakuacyjne z Polski. Cudzoziemcy wracają do krajuOrganizacje pozarządowe ruszają z pomocą— Sytuacja obcokrajowców na granicy wygląda źle, choć stopniowo się poprawia. Przez te ostatnie dni obcokrajowcy przybywający na granicę ukraińsko-polską często nie byli przepuszczani, gdy docierali do pograniczników, byli odsyłani na koniec kolejki. Bardzo często były to osoby, które były w złym stanie zdrowia, bo podróż przebywają pieszo, są wyziębieni — tłumaczy sytuację na granicy ukraińsko-polskiej Jakub Kościółek ze Stowarzyszenia Interkulturalni PL.— Cudzoziemcy to głównie studenci, przede wszystkim kierunków medycznych, którzy przyjechali do Ukrainy na studia prowadzone w języku angielskim i nie mówią po rosyjsku czy ukraińsku. Jest bardzo duża dezorientacja. Ruch obcokrajowców na granicy ukraińskiej jest wstrzymywany. W zależności od tego, z jakiego kraju pochodzą i czy dane ambasady naciskały na służby konsularne Ukrainy, wówczas są organizowane bezpieczne przejścia, wiemy o takich środkach zastosowanych między innymi dla osób pochodzących z krajów latynoskich. Najbardziej zaniedbani są obywatele państw afrykańskich. Najczęściej nie mamy na terenie Polski placówek dyplomatycznych krajów afrykańskich, kontakt przechodzi z reguły przez Berlin, więc ta pomoc jest opóźniona — zaznacza propozycji pomocy uciekającym od wojny Ukraińcom, w mediach społecznościowych pojawiają się, choć mniej liczne, ogłoszenia dedykowane także pozostałym uchodźcom wojennym, w tym osobom mieszkającym dotychczas w Ukrainie, a pochodzącym między innymi z Pakistanu, Indii, Kenii, Zambii, Nigerii czy środę minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba poinformował:"Utworzyliśmy alarmową infolinię dla studentów z państw Afryki, Azji i innych krajów, którzy chcą opuścić Ukrainę z powodu inwazji Rosji. Intensywnie pracujemy nad zapewnieniem im bezpieczeństwa i przyspieszeniem ich przejścia przez granicę. Rosja musi zakończyć agresję, która dotyka nas wszystkich".Rosyjski oligarcha "zrywa kontakty" z TUI Group. "Jego aktywa są zamrożone"Sytuacja prawna uchodźców wojennych w Polsce— Rząd podjął decyzję o tym, że wszystkie osoby, które napłynęły z Ukrainy do Polski po 24 lutego, mają status uchodźców wojennych. Dopóki nie będzie specustawy, te osoby mają legalny status w Polsce, nie są na tzw. statusie humanitarnym, transferowym, a zatem nie obowiązuje ich termin 15 dni na opuszczenie Polski. Rozwiązaniami ustawy objęci będą nie tylko obywatele Ukrainy, ale także osoby posiadające obywatelstwo inne niż ukraińskie — wszyscy ci, którzy trafili na terytorium Polski z powodu działań wojennych w Ukrainie w okresie od 24 lutego 2022 r.— Osoby te nie będą musiały składać wniosków i starać się o status uchodźcy. Zapewnimy im legalny pobyt i dostęp do instytucji tak, jakby byli już po otrzymaniu tego statusu uchodźcy. Zmiany wejdą w życie z mocy ustawy, jedynym potwierdzeniem statusu uchodźcy będzie stempel w paszporcie z datą przybycia na terytorium RP lub innym dokumencie podróży, jaki dana osoba przy sobie miała — wyjaśnia serwisowi Jarosław Szajner, szef Urzędu do spraw Cudzoziemców.— Wszystkie przepisy, stosowane wobec ukraińskich uchodźców, stosowane są także wobec pozostałych uchodźców wojennych, a zatem: darmowe przejazdy PKP, pomoc medyczna. O tym często się zapomina. Dostajemy informację, że w niektórych punktach pomocowych nie wpuszczają uchodźców nie-Ukraińców, to jest bardzo niepokojące— zauważa Kościółek i dodaje: — Powraca retoryka agresywnych uchodźców, którzy są roszczeniowi, atakują. Frustracja obcokrajowców jest ogromna. Tam są Hindusi, Afrykanie, muzułmanie. Już po polskiej stronie muzułmanie dostają kanapki z wieprzowiną. Wiele osób nie rozumie różnic kulturowych, chociażby tej, że kanapki z mielonką po prostu nie zostaną przez nich zjedzone. Nierzadko też obcokrajowcom odmawia się pozarządowe, które na co dzień zajmują się integracją międzykulturową, a także pomocą obcokrajowcom w Polsce, jak Stowarzyszenie Interkulturalni PL czy Fundacja Ocalenie, organizują transport dla obcokrajowców znajdujących się na granicy."Dzięki pomocy wielu dobrych ludzi dziś rano na plac Konstytucji dotarł autobus zapełniony osobami z Afganistanu, Nepalu, Nigerii, Kamerunu, Iraku, Algierii, Maroka, które spędziły wiele dni na przejściu granicznym. Przed wojną w Ukrainie uciekają zagraniczni studenci i studentki, ale też migranckie rodziny, które po prostu mieszkały w Ukrainie i miały tam ułożone życie" — relacjonuje akcję pomocową na rzecz uchodźców wojennych Fundacja Air oferuje 100 tys. bezpłatnych miejsc dla ukraińskich uchodźcówDezinformacja w mediach społecznościowych— Prezydent Przemyśla i przemyska policja zdementowali informacje, które pojawiały się w mediach społecznościowych, mówiące o obcokrajowcach atakujących lokalną społeczność — podkreśla Kościółek ze Stowarzyszenia Interkulturalni PL."Wraz z obywatelami Ukrainy, którzy uciekają przed wojną, do Polski napływają także osoby odbiegające wyglądem od przeciętnego mieszkańca sąsiadującego z nami kraju. To ich dotyczą pojawiające się ostatnio w sieci informacje o agresywnym zachowaniu czy wręcz rozbojach. Te wiadomości są najwyraźniej celowo rozsiewane i powielane, ponieważ Policja nie potwierdza takich wydarzeń – brak jakichkolwiek zgłoszeń na ten temat. Odbieramy te informacje jako typowe fake newsy, dezinformację wojenną, która ma ograniczyć pomoc dla uchodźców lub nastawić do nich mieszkańców Przemyśla" — czytamy na oficjalnej stronie miasta."W mediach społecznościowych pojawiają się fałszywe informacje, że w Przemyślu i powiatach przygranicznych doszło do poważnych przestępstw kryminalnych: włamań, napaści i zgwałceń. To nieprawda. Policja nie odnotowała zwiększonej ilości przestępstw w związku z sytuacją na granicy" — potwierdza brak zgłoszeń podkarpacka Onet, Business Insider, Twitter, Facebook,

różnica czasu polska ukraina